Szlak Green Velo #1 – z Olsztyna do Węgorzewa

Szlak Green Velo #1 - z Olsztyna do Węgorzewa

Szlaki rowerowe w Polsce stają się coraz bardziej popularne. Mimo że niektórym daleko do ideału, to wschodni szlak rowerowy Green Velo jest nie tylko najdłuższym, ale także jednym z najlepiej przygotowanych dla rowerzystów w Polsce.

W tym roku pokusiłam się o przejechanie kawałka szlaku Green Velo. Mój odcinek prowadził od Węgorzewa do Dubiczy Cerkiewnych. Jednak zanim dojechałam do Węgorzewa, musiałam pokonać trasę z Olsztyna. To właśnie stolica województwa warmińsko-mazurskiego stała się punktem startowym w tegorocznej wyprawie rowerowej. W dzisiejszym wpisie opiszę odcinek Olsztyn – Węgorzewo.

Dzień 1: Olsztyn – Mrągowo

Do Olsztyna przyjechałam 27 maja. Mój pociąg na stacji Olsztyn Zachodni zatrzymał się chwilę przed godziną 17:00. Wysiadłam właśnie tutaj, ponieważ miałam bliżej do miejsca noclegowego, w którym zatrzymałam się w Olsztynie.

RADA!

Jeśli planujesz przyjazd do Olsztyna pociągiem z rowerem i sakwami to pamiętaj, że na stacji Olsztyn Główny nie ma wind (są jedynie platformy dla niepełnosprawnych). Oznacza to, że czeka Cię pokonanie schodów. Podobnie jest na stacji Olsztyn Zachodni – wyjątkiem jest peron pierwszy. Jeśli pociąg zatrzyma się na peronie pierwszym, to bez problemu wydostaniesz się z dworca, bez konieczności pokonywania schodów z rowerem i sakwami.

Na moje szczęście pociąg zatrzymał się właśnie na peronie pierwszym, dzięki czemu bez problemu udało mi się wydostać z dworca. Chociaż wagon rowerowy pociągu POLREGIO (relacji Poznań – Toruń – Olsztyn), miał schodki, to wysiadanie z pociągu wiązało się z wyładowaniem najpierw roweru, a później sakw. Do Olsztyna dojechałam ok. godz. 17:00 i resztę dnia poświęciłam na spacer po samym Olsztynie. W mieście byłam pierwszy i jedyny raz w życiu w wieku 19 lat, kiedy to składałam dokumenty na studia. Jak wyglądałoby teraz moje życie, gdybym studiowała w Olsztynie i została tu na stałe?

Amfiteatr Czesława Niemena w Olsztynie
Amfiteatr Czesława Niemena w Olsztynie

Miasto ma niewątpliwie swój urok i jest bardzo spokojne. Spacerując po Olsztynie na pewno warto odwiedzić Zamek Kapituły Warmińskiej, amfiteatr Czesława Niemena, wybrać się na deptak, zobaczyć Wysoką Bramę, Bazylikę konkatedralną św. Jakuba, przejść się wzdłuż rzeki Łyny i dojść do zabytkowych wiaduktów kolejowych, a także wybrać się na nieco dłuższy spacer, wokół jeziora Długiego. Z Olsztyna pojawi się osobny wpis na blogu, dlatego w tym tylko nieśmiało zachęcam do odwiedzenia stolicy województwa warmińsko-mazurskiego.

Zamek Kapituły Warmińskiej to jedno z najciekawszych miejsc w Olsztynie
Zamek Kapituły Warmińskiej to jedno z najciekawszych miejsc w Olsztynie

Pierwszy dzień wyprawy rowerowej rozpoczął się 28 maja. Ok. godziny 8 rano wyruszyłam z ulicy Górnej w Olsztynie i skierowałam się w stronę drogi numer 16. Obładowana dwoma sakwami i workiem transportowym, próbowałam przyzwyczaić nogi do pojawiających się pagórków.

Dwupasmowa trasa nie zachęcała do jazdy wzdłuż niej, ale była boczna droga dojazdowa, praktycznie nie uczęszczana przez samochody. Spokojną trasę zakłócił problem z przerzutkami. Po wrzucaniu 5 biegu, przerzutka sama przeskakiwała na 4 i w drugą stronę. Wyczulona na punkcie chrobotania i zgrzytania łańcucha, z ubiegłorocznymi wspomnieniami zerwanego łańcucha, zatrzymałam się, aby sprawdzić jego stan i nasmarować łańcuch. Niestety to nie pomogło. Nie pozostało mi nic innego, jak odpuścić, zatkać (siłą woli) uszy i jechać dalej.

Dojechałam do Barczewa, miejscowości oddalonej ok. 18 km od Olsztyna. Zatrzymałam się tu na krótki postój. Początki Barczewa sięgają 1325 roku, kiedy to na jednym z okolicznych wzgórz stanął zamek. Wkrótce wyrosła wokół niego osada. Współczesne Barczewo posiada aż 14 mostów i niekiedy nazywane jest małą Wenecją. Stara część miasta pamięta średniowieczne rozplanowanie, ponieważ ma kształt prostokąta z regularną siatką ulic.

W centrum Barczewa warto odwiedzić rynek z neogotyckim ratuszem z XIX wieku. Ośmioboczna, strzelista wieża pełni rolę tarasu widokowego. Niedaleko znajduje się kościół św. Anny i Szczepana, pochodzący z XIV wieku, ale wielokrotnie przebudowywany. Tuż za kościołem można wybrać się nad staw, zwany stawem więziennym, z racji znajdującego się po drugiej stronie zakładu karnego.

Barczewo - okolice stawu
Barczewo – okolice stawu

Barczewo niegdyś było wielokulturowe, o czym może świadczyć XIX-wieczny kościół ewangelicko-augsburski oraz Wielka Synagoga, w której obecnie mieści się Galeria Sztuki. Kiedyś znajdował się tutaj także zamek biskupi, który pochodził z XIV wieku. Do dziś zachował się jedynie jego niewielki fragment. Innym zabytkiem z tamtego okresu jest także fragment murów obronnych z czerwonej cegły wraz z Bramą Olsztyńską.

Ratusz na rynku w Barczewie
Ratusz na rynku w Barczewie

Niestety, przyjazd do Barczewa nie rozwiązał problemu z rowerem. Po wyjeździe z miasta zatrzymałam się, aby poszukać serwisu rowerowego. Z perspektywy czasu zastanawiam się czemu nie wpadłam na to, żeby w Barczewie znaleźć jakiś serwis… Mimo że obecnie analiza tamtej sytuacji niewiele pomoże, to mogłam zaoszczędzić sobie wtedy niepotrzebnego stresu. Nie miałam w planach jechać do Biskupca. Jednak jak to często bywa – plan planem, a życie i tak swoje. Biskupiec został włączony w plan, ponieważ udało mi się znaleźć tam serwis rowerowy. Z Barczewa do Biskupca jest 20 kilometrów. Poruszałam się dalej wzdłuż drogi numer 16, ale w trakcie tego odcinka jak najrzadziej zmieniałam przerzutki, aby ich nie nadwyrężać.

Właściciel serwisu rowerowego okazał się przemiłym panem, który nie tylko w ciągu dwóch minut zdiagnozował problem, ale też nie wziął ode mnie pieniędzy. Sprawa z przerzutkami okazała się banalna – wystarczyło lekko dokręcić linkę od przerzutek. Pewnie gdybym bardziej znała się na rowerach, zrobiłabym to sama… Jeszcze jedną zaletą odwiedzenia serwisu rowerowego była podpowiedź trasy do Sorkwit.

Sorkwity to miejscowość, którą koniecznie chciałam odwiedzić z powodu znajdującego się tu pałacu wybudowanego w 1788 roku, w stylu angielskim. Jak się na miejscu okazało – pałac został wykupiony przez osobę prywatną, która ograniczyła możliwość dojazdu do niego. Widok na pałac był możliwy jedynie zza płotu, w oddali, między drzewami.

Sorkwity - pałac w stylu angielskim z XVIII wieku
Sorkwity – pałac w stylu angielskim z XVIII wieku

To co najgorsze było dopiero przede mną. Ostatnie 10 km, z Sorkwit do Mrągowa, zdecydowałam się pokonać wzdłuż drogi nr 16. Nie była to dobra decyzja, ponieważ na tym odcinku nie ma pobocza, a trasa jest mocno oblegana przez tiry. Mimo że odcinek nie jest długi to lepiej tędy nie jechać rowerem.

Pierwszy odcinek wyprawy rowerowej zakończył się nieco ponad 80 kilometrami na liczniku. Po dojeździe do miejsca noclegowego, rozpakowałam sakwy i wybrałam się na obiad oraz spacer po mieście. Na Instagramie, w wyróżnionych relacjach o nazwie Green Velo – 1 znajdziesz skrót całego dnia oraz moją opowieść o trasie.

Mrągowo - spacer nad jeziorem
Mrągowo – spacer nad jeziorem

Dzień 2: Mrągowo – Giżycko

Drugi dzień wyprawy rowerowej to odcinek z Mrągowa do Giżycka. Pierwotny plan zakładał, że będzie szybko, łatwo i przyjemnie. Ale plany planami, a życie zweryfikowało, że nie będzie tak, jakbym chciała. Przede wszystkim z założonych 45 kilometrów zrobiło się prawie dwa razy tyle. Ale po kolei…

Poprzedniego wieczoru, odbierając klucze do domku od właścicieli w Mrągowie, ucięłam sobie krótką pogawędkę z młodym małżeństwem. Opowiedziałam o całym wyjeździe i zaplanowanej na kolejny dzień trasie. Gdy usłyszeli o moim pomyśle jechania rowerem wzdłuż drogi numer 59, zgodnie pokręcili głowami i zaproponowali alternatywę – drogę numer 16. Odcinek z Mrągowa do Mikołajek ma zakaz jazdy tirom i mimo, że pobocze było raczej symboliczne to tirów jest tam, jak na przysłowiowe lekarstwo. Bez wahania przyjęłam propozycję zmiany trasy. Pojawił się tylko problem związany z Rynem. Marzyłam, aby odwiedzić to miejsce z racji znajdującego się tutaj zamku. Ryn jednak nijak nie leży na trasie z Mrągowa do Giżycka przez Mikołajki. Ale zakładając, że mam cały dzień, mogę „delikatni” zboczyć z wyznaczonej drogi i dojechać do Rynu.

Budzik zadzwonił o 7:00, abym chwilę po 8 zresetowała licznik, wsiadła na rower i już byłam w drodze do Mikołajek. Cieszyłam się na tę zmianę, ponieważ Mikołajki też były w sferze moich mazurskich planów, ale nigdy do nich nie dojechałam. Przy okazji stały się także miejscem, gdzie odwiedziłam zegarmistrza, który wymienił rozładowane baterie w moim liczniku rowerowym.

Mikołajki
Mikołajki

Po krótkiej wizycie w Mikołajkach, dalej drogą numer 16, dojechałam do miejscowości Pszczółki, w której skręciłam na lokalną drogę 642. Przez Zielony Lasek i Ryńskie Pole dojechałam do Rynu – miejsca, które stanowiło kolejny punkt postojowy dzisiejszego dnia. Z perspektywy czasu wiem, że żałowałabym, gdybym tutaj nie przyjechała. Pięknie położone miasto, pomiędzy Jeziorem Ryńskim a Jeziorem Ołów, nad którym góruje zamek.

Zamek Krzyżacki w Rynie
Zamek Krzyżacki w Rynie

Zamek Krzyżacki w Rynie to XIV-wieczna budowla, w której obecnie znajduje się czterogwiazdkowy hotel. Część pomieszczeń znajduje się w gotyckich podziemiach, a wnętrza urządzone są w stylu adekwatnym do całego obiektu. Poza wizytą w samym zamku, odwiedziłam także promenadę przy ulicy Portowej, gdzie zrobiłam postój na drugie śniadanie.

Promenada w Rynie
Promenada w Rynie
Port w Rynie
Port w Rynie

Z Rynu ponownie skierowałam się na południe, a bardziej na południowy-wschód. Przez Hermanową Wolę i Starą Rudówkę dojechałam do drogi numer 643. Kawałek dalej znajduje się Most Szymoński oraz kanał o tej samej nazwie.

Rowerem przez Most Szymoński z widokiem na kanał
Rowerem przez Most Szymoński z widokiem na kanał

Po krótkim postoju i kilku zdjęciach, ruszyłam w stronę Giżycka. Cały czas wzdłuż jezior, przez Prażmowo, Kozin, Bogaczewo, Strzelce i Wilkasy dojechałam do końca mojej dzisiejszej trasy. Na liczniku 85 km. Miejsce noclegowe znajdowało się przy ulicy Struga, bardzo blisko Kanału Giżyckiego. Skorzystałam z okazji, że nie jest jeszcze późno i wybrałam się na spacer po mieście.

Giżycko - widok na most i zamek
Giżycko – widok na most i zamek

Dzień 3: Giżycko – Węgorzewo

Kolejny, trzeci dzień wyprawy rowerowej to odcinek z Giżycka do Węgorzewa, a na trasie kilka bardzo ciekawych historycznie miejsc do odwiedzenia. Dzień zaczęłam od śniadania, kawy i planowania trasy. Tym razem nauczona własnym doświadczeniem, wiedziałam, aby omijać główne drogi. I mimo, że jeszcze siedząc na kanapie w domu, planowałam przejazd wzdłuż drogi numer 63, to spoglądając na mapę, po dwóch dniach bycia w trasie, wiedziałam, że muszę pojechać inaczej.

Wyprawa rowerowa dzień 3
Wyprawa rowerowa dzień 3

Wyjeżdżając z Giżycka skierowałam się na ulicę Świderską, która była równoległa do trasy numer 63 i poprowadziła mnie do miejscowości Świdry. Dalej przez Pieczarki dojechałam do Pozezdrza. I tu dla miłośników II wojny światowej – obowiązkowy pierwszy przystanek. W Pozezdrzu znajduje się Kwatera Himmlera Hochwalda – ministra spraw wewnętrznych III Rzeszy, jednego z głównych dowódców nazistowskich Niemiec. Łącznie z trzema liniami zasieków, kompleks o kryptonimie „Hachwald” zajmował obszar 4 km2 i składał się z 6 żelbetowych schronów, z których jeden stanowił więzienie, w którym przetrzymywano komendanta głównego Armii Krajowej gen. Bora-Komorowskiego. Obiekty kwatery zostały wybudowane przez niemiecką organizację Todta, użytkowane od końca czerwca 1941 do 20 listopada 1944 roku, a zniszczone w 1945 roku. W dobrym stanie zachował się jedynie gigantyczny schron w lesie, do którego dojazd jest możliwy od ulicy Podleśnej. .

Kwatera Himmlera Hochwalda, Pozezdrze
Kwatera Himmlera Hochwalda, Pozezdrze

Z Pozezdrza, skierowałam się na zachód do miejscowości Harsz, Kirsajny i Sztynort, w którym zrobiłam postój. Ze względu na znajdujący się tutaj XVII-wieczny pałac należący do rodu Lehndorffów. Od 1420 do 1945 roku Sztynort był główną siedzibą rodową Lehndorffów, jednego z potężniejszych rodów szlachty pruskiej. Dwukondygnacyjny pałac na planie prostokąta został wybudowany w latach 1689-1697. Ostateczny kształt architektoniczny zyskał w XIX wieku. W skład zespołu pałacowego wchodziły oficyny dworskie, dworek łowczego, stajnie, herbaciarnia, oranżeria, spichlerz oraz neogotycka kaplica z ośmiobocznymi filarami.

W latach 1940-1944 w Sztynorcie przebywał Joachim von Ribbentrop – minister spraw zagranicznych III Rzeszy, który de facto podpisał pakt z Rosją o napadzie na Polskę i rozpoczęciu II wojny światowej. W 1945 roku po przekazaniu pałacu władzom PGR, stopniowo zaczął popadać w ruinę. Obecnie pałac jest w bardzo złym stanie technicznym – zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.

XVII-wieczny pałac w Sztynorcie
XVII-wieczny pałac w Sztynorcie

Kolejnym punktem wartym odwiedzenia w tej części Mazur są Mamerki i bunkry w lesie. W latach 1940-1944 pomiędzy jeziorem Mamry a linią kolejową Węgorzewo – Kętrzyn, na obszarze ok. 250 ha  powstało miasteczko złożone z żelbetowych bunkrów, schronów przeciwlotniczych i innych obiektów militarnych. Łącznie ok. 200 budowli tego typu. Mieściła się tutaj Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych. Bunkry w Mamerkach są jednymi z najlepiej zachowanych w Polsce. Miłośnicy obiektów militarnych, uzbrojeni w latarki, mogą zwiedzać ponad 30 bunkrów niezniszczonych przez wojnę.

Bunkry w Mamerkach
Bunkry w Mamerkach

Poza samymi bunkrami, można odwiedzić także Muzeum, które znajduje się w bunkrze „gigancie”. Doskonale zachowana kwatera dowodzenia została udostępniona do zwiedzania – przygotowano w niej wystawę, w której można zobaczyć replikę Bursztynowej Komnaty oraz rekonstrukcję łodzi podwodnej U-boot.

Muzeum Mamerki
Muzeum Mamerki

Na miejscu można także skorzystać z usług przewodnika oraz kupić pamiątki. Bilet normalny kosztuje 17 zł, ulgowy 12 zł. Jeśli planujesz przyjazd samochodem – parking jest dodatkowo płatny i kosztuje 5 zł.  W cenie biletu do muzeum jest także wejście na 38-metrową wieżę widokową, z której rozciąga się widok na jezioro Mamry i okolicę. 

Widok z wieży widokowej Mamerki
Widok z wieży widokowej Mamerki

Po zwiedzaniu przyszedł czas na dalszą drogą. Drogą przez las, pojechałam dalej na północ, przejeżdżając przez Kanał Mazurski. Mało kto wie, ale kanał miał pełnić bardzo ważną rolę, łącząc Wielkie Jeziora Mazurskie z rzeką Łyną (obwodem Kaliningradzkim) i Bałtykiem. Pierwsze plany pochodzą z 1862 roku, a rozpoczęta w 1911 roku budowa nigdy nie została ukończona. Prace przerwano w czasie II wojny światowej, a po jej zakończeniu część urządzeń wywieźli czerwonoarmiści, a część zniszczyli Niemcy i okoliczni mieszkańcy.

Za Kanałem Mazurskim, droga wiedzie wzdłuż jeziora Mamry. Przez miejscowość Przystań, ciągle na północ aż dojechałam do drogi krajowej numer 650, gdzie wjechałam na szlak Green Velo. Moja radość ze złapania szlaku była ogromna, zatrzymałam się na MORze (Miejsce Obsługi Rowerzystów), aby zachować na zdjęciu ostatni widok na jezioro Mamry i pierwszy postój na szlaku.

Miejsce Obsługi Rowerzystów na szlaku Green Velo
Miejsce Obsługi Rowerzystów na szlaku Green Velo

Z tego miejsca, do Węgorzewa zostało już tylko 7 km. Mimo że zaczęły się górki, a wiatr dawał się tego dnia we znaki, to radość z jazdy ścieżką rowerową, a nie drogą, była ogromna. Tego dnia, w Węgorzewie, miałam nocleg w budynku, w którym znajduje się informacja turystyczna. Podczas ponad godzinnej pogawędki z panem, który prowadzi Eko Marinę Węgorzewo, usłyszałam wiele ciekawostek. Tego dnia rowerowy licznik pokazał 52 przejechanych kilometrów. Wieczorem czekało mnie jeszcze spotkanie ze znajomymi, którzy przyjechali odwiedzić rodzinne strony.

Węgorzewo - widok na port
Węgorzewo – widok na port
Marta MuszyńskaMarta Muszyńska

Absolwentka Turystyki i Rekreacji oraz Dziennikarstwa Internetowego. Zawodowo zajmuję się marketingiem internetowym. Uwielbia podróżować i planować wyjazdy, chociaż pakowanie nie jest jej mocną stroną. Zakochana w Hiszpanii, często odwiedza wyspy, a jej podróżniczym marzeniem jest Kuba, Patagonia oraz Filipiny. Lubi zaszyć się w domowym zaciszu z kubkiem zielonej herbaty i książką. W wolnych chwilach aktywnie spędza czas - w butach biegowych lub na rowerze, a zimą na basenie lub łyżwach.

Zarezerwuj nocleg na Booking.com

Booking.com

O mnie

Nazywam się Marta i jestem autorką tego bloga. Miło mi, że tu jesteś :). Kilka słów o mnie… jestem podróżniczką z zamiłowania oraz „turystką” i redaktorką z wykształcenia

Podróże w 2020 roku

Facebok

Instagram