Spływ kajakowy Pliszką - relacja z wyjazdu

Spływ kajakowy Pliszką – relacja z wyjazdu

Opublikowane przez Marta Muszyńska, , w Podróże

Długi, majowy weekend to czas, który warto dobrze wykorzystać. Tegoroczny, jak sami wiecie, wypadał tak korzystanie, że wystarczył jeden dzień urlopu, aby mieć cztery dni wolnego. Postanowiłam aktywnie wykorzystać ten czas i wyjechać na… spływ kajakowy.

Decyzja o wyjeździe zapadła kilka tygodni wcześniej. Wybrałam się z (o zgrozo!) 50-osobową grupą. Przekrój wiekowy był ogromny, większości osób nie znałam, dlatego z pełnym zaangażowaniem, ale i wewnętrznym niepokojem (bo przecież uwielbiam samotne podróżowanie), przygotowywałam się do wyjazdu.

Przeczytaj także o tym, co warto zabrać ze sobą na spływ kajakowy

Pierwszy dzień (czwartek) był dniem podróżniczo / zapoznawczym. Do godzin popołudniowych rządni wrażeń kajakarze zjeżdżali do Agroturystyki “Dom Kajakarza”, która mieści się w miejscowości Gądków Wielki. To właśnie tu miałam spędzić najbliższe cztery dni błogiego odpoczynku po spływach i wieczornej integracji przy ognisku. Miejsce godne polecenia! Więcej informacji o agroturystyce znajdziecie na stronie www.kajakarnia.pl

Spływ kajakowy Pliszką – odcinek pierwszy

Pliszka jest trudną rzeką. Ma charakter górski i wije się meandrami przez Puszczę Rzepińską. Jej koryto w wielu miejscach poprzecinane jest rzecznymi progami, mieliznami czy powalonymi konarami drzew. Brzeg często jest urwisty. Rzeka, pomimo swojej dzikości, jest przyjazna i spławna. Często można spotkać się z licznymi zakrętami, a na prostych odcinkach – z powalonymi drzewami, które zmuszają do omijania, a czasami nawet wychodzenia z kajaka. Krystalicznie czysta woda, towarzystwo saren, dzików, lisów, jeleni, wydr, nieustannie zmieniający się krajobraz to walory krajoznawcze tej rzeki.

Pierwszy dzień spływu to odcinek nazywany “Skoki z Kokoszek”. Jego długość wynosi około 15 kilometrów i ciągnie się od wsi Pliszka do Kokoszek. Przepłynięcie tej trasy zajęło nam ponad 7 godzin. Początek był bardzo prosty – ze wsi Pliszka popłynęliśmy spokojnym nurtem, z małą ilością przeszkód po drodze, wśród bujnej roślinności z licznymi, wodnymi kwiatami. Po pewnym czasie wpłynęliśmy na Jezioro Ratno, aby po chwili znów wrócić na rzekę. Przepłynęliśmy pod mostem kolejowym (zw. Odrzanką) i mostem drogowym. Kolejnym etapem było Jezioro Wielickie, gdzie po prawej stronie minęliśmy opuszczony ośrodek. Będzie o nim później :).

Dalej, ze spokojnego i łatwego odcinka niewiele pozostało. Kolejne wpłynięcie na rzekę oznaczało, że trafiamy na ostre bystrze młyna “Łapinug”, na odcinku którego rzeka ma szybki nurt, mocno meandruje, a liczne zwałki i wysokie ściany porośniętego roślinnością wąwozu ukazują uroki i nieprzewidywalność Pliszki. Pierwszy dzień spływu zakończył się w ruinach młyna Kokoszki, gdzie chętni mogli “skoczyć” w kajaku z wysokości jednego metra.

Ruiny młyna Kokoszki - spływ kajakowy Pliszką

Spływ kajakowy Pliszką

Spływ kajakowy Pliszką

Rowerowo, czyli po co mi komputer na spływie kajakowym?

Mogłoby się wydawać, że spływ kajakowy to nie czas ani miejsce na pracę. Tych kilka dni powinnam spędzić wyłącznie wśród przyrody i natury. Jednak w moim przypadku jest to niemożliwe :). Po pierwszym, trudnym, długim i męczącym dniu na wodzie, postanowiłam odpocząć od wiosłowania. Pogoda, okolica i dostęp do rowerów sprawiły, że drugiego dnia zdecydowałam się na krótką wycieczkę rowerową. W czasie spływu zaciekawił mnie opuszczony ośrodek, obok którego przepływaliśmy. Postanowiłam do niego wrócić drogą lądową i sprawdzić, co się w nim kryje. Przy okazji zaczerpnęłam odrobiny samotności, w czasie której mogłam spokojnie popracować.

Spacer po ośrodku najtrafniej opiszą zdjęcia, które zobaczcie sami:

Opuszczony ośrodek - spływ kajakowy Pliszką

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Cisza, spokój, szum drzew, śpiew ptaków i widok na jezioro – w takich okolicznościach przyrody praca to dla mnie czysta przyjemność. Jak wspominałam we spisie związanym z rzeczami, które warto zabrać ze sobą na spływ kajakowy – miałam ze sobą notebooka marki ASUS, który jest urządzeniem 2w1. Niedawno nabyty ASUS T100 szybko okazał się strzałem w dziesiątkę! Przede wszystkim jego małe gabaryty sprawiły, że bez problemu zmieścił się w mój niewielki plecak, który dalej trafił na rowerowy koszyk.

Wyposażony w najnowszy system operacyjny (Windows 10) jest idealnym rozwiązaniem dla podróżników, którzy potrzebują stałego dostępu do komputera, przy jednoczesnej, niewielkiej pakowności. A do tego żywotność baterii – na jednym ładowaniu można pracować nawet do 12 godzin! Łatwiej jest zabrać ze sobą 10-calowego notebooka, niż dźwigać 15-calowego laptopa :). Dodatkowym atutem urządzenia jest fakt, że w każdej chwili możemy zrobić z niego tablet. Bowiem klawiatura z łatwością daje się wypiąć z ekranu. To rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że jeśli wybieramy się w długą i trudną trasę, zawsze możemy klawiaturę zostawić w domu, a zabrać ze sobą wyłącznie tablet, który posłuży jako urządzenie przenośne, a na którym też bez problemu da się pracować :).

Praca z ASUS T100 - spływ kajakowy Pliszką

Praca z ASUS T100 - spływ kajakowy Pliszką

Praca z ASUS T100 - spływ kajakowy Pliszką

I tak oto, spędziłam trochę czasu pracując i wygrzewając się na słońcu. W tym miejscu miałam świadomość i pewność, że nikt nie zakłóci mojego spokoju, którego tak bardzo mi brakowało :).

Spływ kajakowy Pliszką – odcinek drugi

Trzeci, a zarazem ostatni dzień spływu był dla wszystkich zaskoczeniem. Wybrana i ustalona przez organizatorów trasa miała być łatwa, lekka i przyjemna. W końcu to dzień wyjazdu, dlatego nikt nie chciał się przemęczać. Ilość kilometrów szacowana była na 10, a i sam spływ miał trwać maksymalnie 4 godziny. Na trasie okazało się, że jest inaczej… Odcinek rozciągał się od miejscowości Koziczyn, przez Urad „Bar” (trasa do pokonania w 5 godzin), gdzie po kolejnych trzydziestu minutach mieliśmy wypłynąć ujściem Pliszki do Odry i przepłynąć kilkaset metrów, aby zakończyć spływ. Całość była długa (ponad 14 kilometrów) i męcząca. Nurt rzeki momentami był bardzo silny, trudno było opanować zwrotność kajaka, a i liczba przenosek niewiele różniła się od tej, jaką pokonaliśmy w piątek. Zmęczeni, ale i szczęśliwi, po ponad 7 godzinach dopłynęliśmy do celu.

Spływ kajakowy Pliszką - dzień 2

Spływ kajakowy Pliszką - dzień 2 postój

Przyszedł czas pożegnań. Na wyjeździe poznałam mnóstwo fantastycznych osób, którzy okazali się dobrymi i pomocnymi kompanami zarówno na wodzie, jak i na lądzie. A sam spływ… nie jestem zaprawionym kajakarzem, ale polubiłam ten rodzaj aktywności. Czasami warto wyjechać na łono natury, gdzie przyroda może się okazać silniejsza od człowieka. Rzeka miewa swoje kaprysy i trzeba się do niej dostosować. Często takie wyjazdy uczą pokory, dają możliwość sprawdzenia swoich umiejętności, a i pozwalają na poznanie uroków Polski oraz błogi odpoczynek z dala od zgiełku dużego miasta.

A jak minęła Wasza majówka? :)

Marta Muszyńska

Marta Muszyńska

Blogerka, miłośniczka marketingu internetowego. Absolwentka Turystyki i Rekreacji oraz Dziennikarstwa Internetowego. Uwielbia podróżować i planować wyjazdy, chociaż pakowanie nie jest jej mocną stroną. Zakochana w Hiszpanii, często odwiedza wyspy, a jej podróżniczym marzeniem jest Zanzibar. Lubi zaszyć się w domowym zaciszu z kubkiem zielonej herbaty i książką. W wolnych chwilach aktywnie spędza czas - na rowerze lub w biegowych butach, a zimą na łyżwach.
  • Super sprawa z tym skokiem z wodnego progu – zawsze chciałem tego spróbować :)

    • Ja ostatecznie się nie zdecydowałam, ale było kilku śmiałków, którzy spróbowali :)

  • Lisy w drodze

    Uwielbiam tak spędzać wolny czas na urlopie, chociaż obrazek z dużym uskokiem na trasie przeraziłby mnie i nie wiem czy bym się odważyła..

    • Był nieobowiązkowy – tylko dla chętnych :) Tak kończył się pierwszy dzień spływu. Nie odważyłam się na przepłynięcie go, ale było sporo śmiałków :)

  • Nie mam zbyt dużego doświadczenia ze spływami kajakowymi. Trochę pływałam po świętokrzyskich akwenach oraz po mazowieckiej Wkrze.
    Co do Ausua – ja mam T200, z tą żywotnością baterii po roku użytkowania nie jest jakoś super różowo, ale trzeba przyznać, że to wygodne urządzenie na wyjazdy. Przynajmniej nie zajmuje zbyt wiele miejsca, mało waży i dość długo działa (ale na pewno nie 12h).

    • To był mój pierwszy spływ od 10 lat (nie licząc ubiegłorocznego, kilkugodzinnego spływu Wartą ;)). Dlatego początek był bardzo ciężki :)

      Komputer był dodatkiem – podczas pracy bez używania internetu, np. pisząc tylko wpisów na bloga, faktycznie bateria potrafi wytrzymać do 12 godzin. Oczywiście rzadko kto jest w stanie tyle wytrzymać bez internetu, ale w czasie spływu często zasięg był nieosiągalny ;)

  • Uwielbiam kajaki, ale wolę bardziej kameralne spływy.

    • Rzeka jest bardzo kameralna, gdyby nie nasza, 50-osobowa grupa :D

  • Emilia Wójcik

    Panicznie boję się rwących i oceanicznych fal. Z drugiej strony na drugim końcu świata brakuje mi Polski, tej zielonej i nieodkrytej. Niech ktoś zatrzyma czas, proszę… :)

  • łooo, wodospadzik jest zaje! :D Mi niestety nie udał się tegoroczny spływ. Na miejscu zamiast słońca i super warunków powitały mnie burze, więc skończyło się na zwiedzaniu na lądzie. No ale sezon się dopiero zaczyna :)

    • Trzymam kciuki, żeby udało Ci się wybrać na inny spływ kajakowy :) I oby pogoda dopisała!

  • Adam Kozera

    Wygląda rewelacyjnie – polecam też Pilicę, jak podobała Ci się Pliszka, powinna Ci się spodobać!

    • Dzięki! Kiedyś na pewno sprawdzę, chociaż lokalizacja nie jest zupełnie moja, ale może uda się wybrać w góry i połączyć to ze spływem kajakowym :)

Co warto przeczytać?

  • Wyklęte imperium. Irańskie opowieści - ALEKSANDRA LISEWSKA